EDC Level 0 – aktualizacja- miniaturyzacja
Mocno wierzę w ideę noszenia zawsze przy sobie kilku najistotniejszych; z survivalowego punktów widzenia; przedmiotów. Już we wcześniejszych wpisach nawiązując do nomenklatury wojskowej określiłem ten sprzęt mianem zestawu EDC poziomu „zero” – zawsze przy sobie „na ciele”, na pasku, szyi lub w kieszeniach. Nie w plecaku, nie w nerce czy torbie. Oczywiście dobrze mieć ekwipunek rozłożony w kilku miejscach ale to minimum musimy przenosić tak aby zabezpieczyć najważniejsze potrzeby w przypadku utraty plecaka, nerki itp.
Obecne wcielenie EDC level 0. Oprócz przedmiotów na zdjęciu w zestawie jest nóż z głownią stałą i telefon.
Jeśli chcemy być konsekwentni to musimy zdać sobie sprawę, że ciężko będzie nam nosić zawsze przy sobie przedmioty duże. Nie ma też się co łudzić, że kiedyś skompletujemy zestaw, który w pełni nas zadowoli i pozostanie niezmienny. A to pojawi się na rynku coś nowego, a to zmienią się nasze priorytety.
Mój zestaw również ewoluuje. Mam taką przypadłość, że nie lubię nosić przedmiotów w kieszeniach. W tym miejscu toleruję tylko telefon. Aby żyć zgodnie z filozofią EDC Level 0 zostaje mi przenoszenia sprzętu na pasku lub na szyi. Na co dzień wybieram więc pasek. Tu jednak łatwo popaść w syndrom Batmana. Dlatego w ostatnim czasie modyfikacja mojego zestawu miała na celu zmniejszenie ilości ładownic noszonych na pasku bez zmiany i zmniejszania funkcjonalności.
Poprzedni zestaw – w jednym pokrowcu tool i krzesiwo i rozpałki awaryjne a w drugim latarka AA.
Prawa strona mojego paska przy poprzednim zestawie. Ciut za dużo…
Zmniejszenie ilości ładownic zwiększa również nasze szanse na zabranie wszystkiego w razie np. konieczności ewakuacji. 3.00 rano – musimy nagle opuść dom- łatwiej chwycić BoB’a i jedną ładownicę niż dwie lub trzy.
Aktualnie jestem zadowolony z elementów mojego zestawu poziomu zerowego. Dla przypomnienia jest to nóż Mora Classic 2 ( zawsze na pasku po lewej stronie), tool LM New Wave, krzesiwo, rozpałki awaryjne i latarka ( na pasku po prawej stronie) i telefon w kieszeni. Nie chcąc rezygnować z żadnej z tych funkcjonalności trzeba było pójść w stronę miniaturyzacji.
Wybór padł na latarkę. Zamiast obecnej latarki AA wybrałem malutką latarkę AAA ale ze stosunkowo dużą mocą.
Różnica rozmiarów latarek – po prawej akumulator AA.
Najważniejszym czynnikiem, który skłonił mnie do tego, żeby wybrać latarkę o mniejszej mocy był fakt, że zmieści się ona do bocznej, elastycznej kieszonki w etui toola. Dzięki temu mogłem pozbyć się jednej z ładownic z paska. Latarka ma też oprócz mocnego trybu bardzo praktyczny tryb „low”, który wystarcza w większości sytuacji codziennych.
Na pasku więcej miejsca.
Wersja obecna – lżej i bardziej kompaktowo przy tej samej funkcjonalności.
Nadal doskonale wiem co gdzie mam i mogę po to sięgnąć jedną ręką z zamkniętymi oczami. A latarka AA zostaje przeniesiona do EDC Level 1 i podróżuje w nerce. Jak długo to rozwiązanie będzie zadowalające? Czas pokaże ale po kilku tygodniach jest naprawdę dobrze.
W najbliższym czasie nastąpi też zmiana na stanowisku noża z głownią stałą ale o tym wkrótce.
Tradycyjnie zapraszam na naszego Facebooka.
Stay tuned!
Autor: Marcin Surowiec „Treasure Hunter”









